posts:: 8902, news:: 1165, users:: 694, files:: 53, articles:: 42

newer article | older article

Jasiek milicjant - obroñca miasteczka Stefka
published on 11.01.2010, 19:47:12 przez mozets.
Opowiadanie o du¿ej dozie autentyczno¶ci - nieznaczne wstawki beletrystyczne - maj± tutaj funkcjê ubarwiajac±. Ot zwyk³e rzemios³o literackie. Warto¶æ nadrzêdna tego stworku - to klimat spo³eczny ma³ego miasteczka na wschodzie Polski tu¿ po wkroczeniu przyjacielskiej Armii Czerwonej.
( Mówiono - "Wst±p do Armii Czerwonej , zanim ona wst±pi do ciebie...)
Jasiek by³ du¿ym, zwalistym, m³odym ch³opem z wioski niedaleko miasteczka. Mia³ niebieskie oczy i gêst± jak strzecha – jasn± czuprynê, poza tym by³ bardzo silny. Chodzi³ powoli, mówi³ powoli i my¶la³ – tak¿e powoli. Z tego powodu na miejscowych festynach nie mia³ zbyt wielu kolegów – chyba, ¿e wywi±zywa³a siê bójka. Wtedy wszyscy chcieli mieæ Ja¶ka w swojej ekipie i po swojej stronie. Jasiek wtedy – gdy siê mu wtedy pokaza³o kto jest nieprzyjacielem, w³±cza³ swoje ramiona – jak potê¿ne cepy i po jego przej¶ciu , na ³±ce przy festynowych deskach, zostawa³o pobojowisko ciê¿ko poturbowanych. Którzy mieli czelno¶æ i odwagê stawiæ opór Ja¶kowi. Po wykonaniu tej pracy, Jasiek by³ szczodrze czêstowany piwem i poklepywany po potê¿nych plecach – przez swoich mocodawców. By³ wtedy szczê¶liwy. Natomiast dru¿yna przeciwna wycofywa³a siê w pobliskie krzaki – kln±c i z³orzecz±c Ja¶kowi, oraz ¼le wspominaj±c wszystkie kobiety w jego rodzinie do 3 pokolenia wstecz. Z matka w³±cznie. Z chwil± zainstalowania w miasteczku nowej w³adzy robotniczo-ch³opskiej , wyst±pi³o du¿e zapotrzebowanie na osobników w rodzaju Ja¶ka – jako pierwszej linii obrony ( i ataku) w³adzy ludowej. Osobnicy o inteligencji wy¿szej od Ja¶ka, nie nadawali siê do takiej roboty i dlatego rezygnowano z ich us³ug. Zreszt± do kierowania takimi monstrami jak Jasiek, u¿ywano innych egzemplarzy. Najczê¶ciej byli to przedstawiciele rdzennej polskiej ludno¶ci o charakterystycznych s³owiañskich cechach. Tzn. – byli to bruneci o du¿ych haczykowatych nosach i mówi±cy wczesnos³owiañskim slangiem „jidysz”. Posiadali wspania³e polskie nazwiska jak : Ró¿añski, Poznañski, Warszawski, Holenderski, Amsterdamski, Krynicki itp. Wszystkim tym osobnikom (p³ci mêskiej) przydarzy³ siê w dzieciñstwie niegro¼ny wypadek, po którym zostali pozbawieni tzw. napletka. Z³o¶liwcy twierdzili, ze to pozosta³o¶æ po chrzcie - przy u¿yciu scyzoryka. Do pomocy jako instruktorów mieli tak¿e rdzennych Polaków, pos³uguj±cych siê z kolei innym narzeczem z rozkosznym wschodnim za¶piewem. W pi¶mie nazywano to cyrylic±. Zastêpy tych instruktorów szkolone by³y ju¿ od 1917 roku i posiada³y wysoki poziom wyszkolenia. Planowano ich u¿ycie na terenach polskich ju¿ w 1920 roku ale z powodu niechêtnego marsza³ka Pi³sudskiego ich etaty uruchomiono dopiero 24 lata pó¼niej. Straty czasowe nadrabiano zwiêkszon± gorliwo¶ci±, i prac± w nadgodzinach. Np. praca w MBP trwa³a 24 godziny na dobê bez odpoczynku ( dla przes³uchiwanych). Wszyscy oni kochali nasz± wspóln± Ojczyznê i w trosce o jej niepodleg³y byt i szczê¶cie , - wysy³ali na Sybir niektórych chorych obywateli, którzy ¼le pojmowali wierno¶æ Ojczy¼nie. Do sanatoriów rozmieszczonych po ca³ym dalekim wschodzie przyjaznego i opiekuñczego pañstwa – CCCP. Ca³kowicie bezp³atnie. Prewentoria organizowane by³y na miejscu w kopalniach wêgla, uranu, oraz kamienio³omach - w najpiêkniejszych miejscowo¶ciach na terenie ca³ego kraju. Dla kogo zabrak³o miejsca – umieszczano ich w luksusowych piwnicach i lochach Urzêdu Ministerstwa Bezpieczeñstwa Publicznego. Tam stosowano wobec nich najnowsze rodzaje terapii i uzupe³niano je grami towarzyskimi jak np.: wyrywanie zbêdnych paznokci, polewanie na mrozie zimn± wod±, zdrowotne k±piele w fekaliach, czy niewinne ³amanie ko¶ci i przypalanie papierosem. Niektórym brakowa³o w organizmie wielu cennych pierwiastków – jak np. o³owiu. Aplikowano go w jednorazowych dawkach - w ty³ g³owy. Pomaga³o to zdecydowanie i chorzy powracali do obiegu u¿y¼niaj±c k±ty wiêziennych podwórek, wysypiska ¶mieci, nieu¿ytki, okoliczne lasy i bagna. Niektórzy mieli szczê¶cie zakosztowania k±pieli dezynfekcyjnej w du¿ych do³ach z wapnem palonym - tu¿ po kuracji o³owiem. Zmieniali siê nie do poznania. Zapotrzebowanie na osobników podobnych do Ja¶ka by³o wiêc olbrzymie, poniewa¿ niejaki towarzysz Werfel ho³dowa³ zasadzie, i¿ „za mordê nie powinieñ braæ Mosiek -Sta¶ka , a Stasiek – Sta¶ka”. I do tego nadawali siê w³a¶nie bardziej osobnicy pokroju Ja¶ka – bardziej debile ni¿ inteligenci. Jasiek dosta³ wiêc karabin, kieszeñ naboi, mundur i opaskê. Czapkê i i kilka granatów. By³ dumny i czu³ siê potrzebny. Mia³ teraz byæ autorytetem dla mieszkañców miasteczka – którzy przed wojn± uwa¿ali go za niedorozwiniêtego. Ca³e szczê¶cie, ¿e nowa w³adza pozna³a siê na nim i powierzy³a mu zaszczytn± funkcjê nauczania tej nierozgarniêtej ideologicznie ciemnej masy miasteczka nowego , internacjonalistycznego spojrzenia na byt. Jednak ta ciemnota by³a niereformowalna i nic sobie nie robi³a z opaski Ja¶ka, jego piêknego karabinu i blasku bij±cego od funkcjonariusza. Nawet g³upkowato siê u¶miechali, pukali w czo³o, a wyj±tkowo niewychowani – nawet pluli na ziemiê. By³o to prymitywne chamstwo . Jasiek nic sobie z tego jednak nie robi³, bo wstrêtne, sanacyjne, przedwojenne czasy zahartowa³y go ju¿ na t± jawn± niesprawiedliwo¶æ i krzywdê. Chodzi³ po rynku miasteczka i sama jego obecno¶æ owocowa³a w sposób zdecydowany o wzro¶cie praworz±dno¶ci na ulicach. Nie by³o tylko z kim inteligentnie porozmawiaæ sobie jak Polak z Polakiem. Nagabywani nieostro¿ni kandydaci – natychmiast umykali w pierwsz± boczn± uliczkê. Jasiek postanowi³ wiêc udaæ siê do miejscowej knajpy na rogu ulicy wylotowej z miasteczka. Usiad³ w samym k±cie przy drzwiach. Zauwa¿y³, ¿e w jego pobli¿u zaraz zrobi³o siê pusto i wszyscy amatorzy piwa przenie¶li siê z kuflami w drugi koniec sali. Jasiek zamówi³ piwo i czeka³ nudz±c siê niemi³osiernie. Postawi³ karabin w k±cie i zacz±³ bawiæ siê rêcznym granatem, który wyj±³ zza pasa. Po chwili stwierdzi³, ¿e wyci±gn±³ zawleczkê, a dodatkowo d¼wignia granatu odskoczy³a i spad³a na ziemiê. Da³ siê s³yszeæ trzask sp³onki i nagle w powolnym umy¶le Ja¶ka, jak na przyspieszonym filmie zaczê³y jawiæ siê obrazy zapamiêtane z czasów okupacji. Pamiêta³, ¿e je¶li granat zosta³ uruchomiony – to z delikwenta albo zostawa³y nieruchome strzêpy, albo brakowa³o mu pó¼niej r±k , nóg i innych czê¶ci cia³a. Jasiek po raz pierwszy w ¿yciu zrozumia³ – ¿e to on szykuje na tej sali co¶, na co reszta nie zas³uguje. Nawet pomimo, ¿e nie chcieli z nim gadaæ. Nakry³ wiêc granat swoim olbrzymim cia³em. Potê¿ny wybuch podrzuci³ Ja¶kiem do góry. A szyby w knajpie wylecia³y na ulicê. I tak skoñczy³a siê obiecuj±ca kariera Ja¶ka jako utrwalacza w³adzy ludowej. Ja¶kowi uda³a siê jednak po¶miertnie rzecz niebywa³a. Wszyscy uratowani z knajpy – jak jeden m±¿ przyszli na pogrzeb Ja¶ka. I stwierdzili zgodnie: „jednak nie by³ taki do koñca g³upi”... By³a to najwy¿sza pochwa³a jaka go spotka³a , mimo ¿e za pó¼no. I niestety nie móg³ siê ni± choæ trochê - podelektowaæ... ***************** © Marian Mozets

Views: 612

newer article | older article