posts:: 8903, news:: 1165, users:: 694, files:: 53, articles:: 42

newer article | older article

Si-Bir (¦pi±ca Ziemia)
published on 15.01.2010, 13:28:12 przez mozets.
Tekst autentyczny. Zna³em tego cz³owieka osobi¶cie. St±d pomimo niedostatków warsztatowych - tekst ma warto¶æ poznawcz± dla tych "co po mnie" . I by nie kojarzy³o im siê to z wykopaliskami z epoki karbonu. Ludzkie losy opisane tutaj wydarzy³y siê naprawdê. Na tamtych terenach Si-Bir (Syberia) oznacza "¶pi±c± ziemiê". ¦pi± w niej snem wiecznym setki tysiêcy naszych rodaków.
Si-bir ( ¦pi±ca –ziemia) /Opowie¶æ autentyczna/ W roku 1979 w L±dku Zdroju pozna³em starszego mê¿czyznê w wieku ponad 70 lat. Wysoki, silny, postawny. Mogê zdradziæ jego nazwisko. Nie ¿yje ju¿ od lat i nie mia³ ¿adnej rodziny. We wrze¶niu 1939 Rosjanie wkroczyli do Lwowa – gdy by³ ¶wie¿o po studiach prawniczych na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Zabrano go z ulicy w letnim prochowcu ( lato by³o gor±ce) – jego narzeczona zosta³a zastrzelona tego samego dnia . Broni³a siê na ulicy przed zalotami krasnoarmiejca i zosta³a zabita. Stefana Der¿ko do³±czono do transportu i bydlêcym wagonem dotar³ do miejscowo¶ci Matygino w g³êbi Rosji. Relacje jakie ten cz³owiek mi przekaza³ poprzedzi³y wielogodzinne rozmowy – jakie z racji pobytu w uzdrowisku – prowadzili¶my na spacerach po okolicy. Nabra³ do mnie zaufania i opowiedzia³ mi swoj± historiê. Historiê Sybiraka, prawnika – drwala w tajdze. W Matygino osadzono go w wiêzieniu – starej twierdzy. Cela z betonow± posadzk±, okienko bez szyby, bez ogrzewania i bez jakiegokolwiek pos³ania i przykrycia. W letnim p³aszczu przebywa³ tam do lutego – ¶pi±c na betonie. Dosta³ martwicy po¶ladków – od mro¼nego betonu. W najwiêksze mrozy, ( w Matki Boskiej Gromnicznej) –za³adowano go do du¿ego transportu kolejowego i wyruszyli na spotkanie Sybiru. Na Magadan. Podró¿ by³a straszna. Na 3 dzieñ wstawiono im do wagonów ¿elazne piecyki na drewno. Mê¿czy¼ni wyrwali w pod³odze otwór. Niedu¿y - co wartownicy tolerowali. To by³a toaleta. Gdy za³atwia³y siê kobiety – mê¿czy¼ni stawali ty³em. Zreszt± w wagonach robi³o siê lu¼no. Codziennie wygarniano z nich trupy s³abszych i wyrzucano po prostu w ¶nieg przy torach. „Zamarzajut polskije sabaki” – stwierdzali stra¿nicy , z obrzydzeniem wygru¿aj±c sztywne cia³a z wagonów. Dzikie zwierzêta po odje¼dzie eszelonu czy¶ci³y teren do kosteczki. Ustalono, ¿e p³aszcze i ko¿uchy jakie mieli niektórzy zmarli – bêd± s³u¿yæ ¿ywym. I tak wiêzieñ Der¿ko wyfasowa³ stary, ale ciep³y ko¿uch po zmar³ym koledze. 4 dnia dano im gor±cej wody i solone ¶ledzie. Ca³e szczê¶cie, ¿e do wagonu wpada³y tumany ¶niegu i by³o czym ugasiæ pragnienie. Nie wie ile dni jecha³. Ale nie krócej ni¿ 3 tygodnie. W ¶rodku olbrzymiej tajgi transport zatrzyma³ siê. Krasnoarmiejcy pomagaj±c sobie karabinami i bagnetami – wygarniali wychud³ych, sczernia³ych – ledwie chodz±cych ludzi na nasyp kolejowy – sk±d staczali siê w dó³ , w g³êboki ¶nieg przy sosnach. Z ca³ego transportu prze¿y³a ponad po³owa. Uformowani w d³ugi w±¿ brnêli w tajgê – zatrzymuj±c siê – gdy stra¿nicy ( o¶miu na blisko 300 osób) pozwolili. Jedna z kobiet odesz³a kilka kroków – by siê za³atwiæ. Krasnoarmiejec o twarzy Mongo³a – zastrzeli³ j± – za próbê ucieczki. Nale¿a³o wiê¼niów maksymalnie upodliæ – by za³atwiali siê jak zwierzêta – czyli tam gdzie stoj± i w grupie. Tym Rosjanie ró¿nili siê od Niemców . Ci pierwsi zabijali równie bezwzglêdnie. Natomiast Rosjanie przed ¶mierci± musieli jeszcze ofiarê upodliæ. I tym generalnie ró¿ni³a siê cywilizacja zachodnia od azjatyckiej. Pod wieczór ¿o³nierze ni st±d ni zow±d zatrzymali pochód i stwierdzili: „Tut budietie ¿ywiot”. Zreszt± co za ró¿nica - 5, 10, czy 50 kilometrów dalej, - by³o tak samo. I doradzili – ¿e kto nie zrobi sobie jakiego¶ ukrycia na noc - nie prze¿yje. W nocy bêdzie kilkadziesi±t stopni mrozu. Jedynym pocieszeniem by³ zupe³ny brak wiatru. Przy du¿ych mrozach ¶lina po spluniêciu – zamarza³a w bry³kê lodu – tu¿ nad ziemi±. Po strasznej nocy – nasta³ pierwszy poranek w tajdze. Znowu uby³o kilkana¶cie osób. Przyjecha³ du¿y ci±gnik wlok±cy olbrzymie sanie. By³y tam pi³y, siekiery, ³omy , oskardy i masa pustych beczek po paliwie. W zamarzniêtej ziemi dr±¿yli ziemianki na 5-6 osób. Nakrywali to balami ¶ciêtych sosen, ziemi±, igliwiem , mchem. W ¶rodku ustawiano beczkê po paliwie - w której palono drewnem. Tej jednej rzeczy – nie brakowa³o na tysi±cach kilometrów tajgi. Nikt nie próbowa³ uciekaæ. Bo nie przeby³by pieszo tysi±ca kilometrów. I zwierzêta tajgi –same wymierzy³yby mu wyrok. Zreszt± nie mieli nawet pojêcia gdzie s±. I tak mija³y lata. Od rana do zmroku ¶cinali drzewa. Czasem na wysoko¶ci piersi – gdy ¶nieg by³ tak wysoki. Kto wyrobi³ normê - dostawa³ przydzia³ chleba. Normê zmniejszano stosownie do spadku wydajno¶ci. Czêsto koñczy³o siê to zag³odzeniem i ¶mierci± – bo coraz s³abszy i niedo¿ywiony drwal – po prostu umiera³. Tak po prostu gas³ w oczach. I cicho odchodzi³. Leczyli siê sami - w zimie najczê¶ciej herbat± z igliwia. Zima trwa³a 9 miesiêcy. W krótkim okresie „wiosny i lata” –zbierali zio³a i jagody. Stefan Der¿ko opowiada³ mi, ¿e przez wszystkie te lata spêdzone w tajdze tj. przez 18 lat – nigdy nie przespa³ ca³ej nocy w ziemiance. Kto tak robi³ i wychodzi³ rano na mróz – nabawia³ siê choroby p³uc zwanej suchotami. I szybko umiera³. Dlatego trzeba by³o co parê godzin wyj¶æ w noc na mróz i przynajmniej raz obej¶æ ziemiankê dooko³a. I tak przez kilkana¶cie lat katorgi. W miejsce zmar³ych z chorób i wycieñczenia – przychodzi³y nowe transporty. Sowiety wch³ania³y ka¿d± ilo¶æ drewna jak± chodz±ce trupy by³y w stanie dostarczyæ na bocznicê. „Nowi” dostarczali szcz±tkowych wiadomo¶ci ze ¶wiata. Na pocz±tku 1954 roku chodzi³y s³uchy, ¿e wojna siê skoñczy³a. Ale nikt w to nie wierzy³. Co jaki¶ czas kto¶ by³ wzywany do komendanta obozu i znika³. Wszyscy my¶leli – ¿e by³ likwidowany. Stefan Der¿ko zosta³ wezwany do Komendanta na wiosnê 1957r. odda³ kolegom wszystko co mia³ – ³±cznie z ko¿uchem zmar³ego kolegi. Nie s±dzi³ by na drugim ¶wiecie by³ mu on potrzebny. Komendant wypytywa³ go o wszystko – z lat przedwojennych. Nastêpnie powiedzia³ ,¿e Hiltler kaput, jest nowa Polsza. On ma jechaæ do Krakowa – do Nowej Huty. Tam dostanie mieszkanie, bêdzie przeszkolony na maszynach licz±cych i bêdzie pracowa³ w Hucie. Podpisa³ zobowi±zanie, ¿e bez zgody w³adz sowieckich nie zmieni miejsca zamieszkania , ani nie powie o niczym co widzia³ i s³ysza³ od 1939 roku od aresztowania. Powiedzieli mu ,¿e je¶li nie dotrzyma s³owa –znajd± go wszêdzie. Nie ucieknie nawet za granic±. ¯e maj± swoich ludzi na ca³ym ¶wiecie. Dosta³ ciep³e ubranie, worek z jedzeniem , propusk – pismo od w³adz NKWD obozu – gdzie jedzie i po co. Pismo to by³o wówczas cenniejsze od najlepszego paszportu na ¶wiecie. Stra¿nik wyprowadzi³ go w tajgê , odwióz³ do torów kolejowych i przekaza³ na pierwszy poci±g jad±cy na zachód. Cz³owiek ten opowiada³ mi wiele rzeczy strasznych i nieprawdopodobnych – których nawet nie jestem w stanie powtórzyæ . Mówi³y one o okropnym ¿yciu w tajdze. Szykanach wartowników. G³odzie chorobach i mrozie. Mówi³ tak¿e , ¿e widzia³ tam niesamowite rzeczy – o których nie powie mi nigdy. Chyba ,¿e le¿a³by ju¿ w grobie i wiedzia³, ¿e zaraz umrze. To mówi³ cz³owiek wykszta³cony, po wy¿szych studiach , dzielny i odwa¿ny, odporny na straszne trudy. I nigdy mi ju¿ nie powiedzia³ o co chodzi³o. Byæ mo¿e Rosjanie robili z nimi jakie¶ nieludzkie do¶wiadczenia. Medyczne i nie tylko. Z udzia³em ludzi i zwierz±t. By udowodniæ teoriê Darwina. S³ysza³em to od jednego Sybiraka. Ale to s± domys³y. Nie podajê tego za fakty. Prawie na pewno karmiono ¶winie zw³okami wiê¼niów. Byæ mo¿e jedli trupy. Nie wiem. Stefan Der¿ko do roku 1980 – dalej mieszka³ jako emeryt w mieszkanku w Nowej Hucie , które przydzieli³o mu NKWD. Odwiedzi³em go tam. To by³o niedaleko placu na którym sta³ Lenin z oberwan± wybuchem piêt±. Nie za³o¿y³ rodziny. Zmar³ samotnie. Do ostatniego dnia ¿ycia wierzy³ we wszechmoc potê¿nego NKWD, GRU i KGB. Tekst autorski. © Marian Mozets

Views: 674

newer article | older article